Z ukosa

by on October 27, 2010
in sharing, stories, students

Praca Zuzanny Gil, uczennicy klasy II w I Liceum Ogólnokształcącym
Nagroda główna

Krystyna miała 9 lat i była poważną młodą kobietą. Razem z ciotką Zośką szły wąską uliczką skąpaną w strugach jesiennego deszczu, próbując osłonić się przed kroplami połamaną przez wiatr parasolką. Zimno już dawno przeniknęło ich płaszcze, a starannie uplecione warkocze Krystyny napuszyły się pod wpływem wszechogarniającej wilgoci. Dziewczynka jednym uchem wpuszczała informacje przekazywane jej przez ciotkę Zośkę, a drugim wypuszczała je na przykryty kałużami nierówny bruk. Bo u nas to taka Syberia Krysiu, wiuga od rana do wieczora, módl się Krysiu do Bozi żeby cioci korzonek nie przewiało, teraz kupić jaką dobrą maść to sztuka, wszędzie barachło, nic nie pomaga, a u tych Żydków to ostatnio same trucizny Krysiu, a bo oni w ogóle to dzieci pewnie w nocy kradną, pamiętaj Krysiu, nie kupuj u Żydków bo są odrażający i brudni i źli.

Zimny bruk dość chłodno przyjął litanię ciotki Zośki, a Krystyna wzruszyła ramionami. Masza, z którą zazwyczaj bawiła się w sklep raczej nie była zła, bo nigdy nie oszukiwała, gdy dostawała rolę sprzedawczyni, i pachniała całkiem ładnie. Jej tatuś, który miał dziwne włosy, zawsze dawał Krystynie słodkie cukierki, też pachniał ładnie. Na pewno lepiej niż ciotka Zośka w swoim starym płaszczu, który kojarzył się dziewczynce z popielniczką. Nie wspomniała o tym jednak swojej krewnej, wiedząc, że w końcu to i tak ciotka będzie miała rację.
Read more..

Pani Laura Kowalska

by on October 22, 2010
in sharing, stories

Autorką pracy jest Katarzyna Kubasik, uczennica klasy VIb w Szkole Podstawowej nr 1 w Białymstoku
Wyróżnienie

Pani Laura Kowalska obudziła się z wielkim bólem głowy. Była już starszą kobietą, mimo to nikt jej nie szanował i nie dał ani jednej chwili odpoczynku.

Idąc do pracy pogrążyła się w ponurych myślach, przez co nie zauważyła, że skręca w nieznaną sobie uliczkę. Gdy już uszła spory kawałek drogi zatrzymała się, nie wiedząc co robić. Ogarnął ją strach… Nagle zza rogu wyskoczył groźnie wyglądający mężczyzna i uderzył panią Laurę w twarz. Zachwiała się, poczuła, że ktoś wyrywa jej z ręki torebkę, po czym ogarnęła ją ciemność…

Leżała twarzą w dół na chodniku. Siniak na policzku piekł niemiłosiernie, a z nosa ciekła krew. Jej torebka znikła razem z bandytą. Podniosła się z wielkim trudem i próbowała wyjść z tego ponurego miejsca. Błądziła w ciemnych, budzących grozę korytarzach. Co jakiś czas zdawało jej się, że ktoś ją obserwuje. Nagle usłyszała krzyk pełen strachu i błagania.

Pobiegła szybko w tę stronę… i nagle stanęła jak wryta. Zaledwie parę metrów od niej pewien mężczyzna wlókł za włosy piękną młodą kobietę. Wyrywała się i wrzeszczała. W ręku mężczyzny zabłysł sztylet… i kobieta przestała krzyczeć. Osunęła się na ziemię bez życia. Po jej piersi spływały stróżki krwi. Pani Laura dopiero po chwili oprzytomniała. Nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Morderca spostrzegł ją i począł uciekać. Zauważyła kawałek swojej torebki, wystającej z jego kieszeni, która zaraz potem całkowicie wypadła. Nie poczuł tego, bo dalej uciekał…

Parę godzin później na miejsce zbrodni przyjechała policja. Zwłoki kobiety zabrano. Na chodniku pozostała wielka czerwona plama. Panią Laurę wypytywano jako świadka mordu. Następnego dnia przyszła z kwiatami na miejsce śmierci kobiety. Zmówiła za nią pacierz, a kwiaty ułożyła tak, aby zakryły ślady krwi. Potem poszła do domu i starała się już o tym nie myśleć. A ślad mordercy zaginął…

Sielanka

by on October 22, 2010
in sharing, stories

Autorem pracy jest Maciej Łapuć, uczeń klasy Vb w Szkole Podstawowej nr 1 w Białymstoku
Wyróżnienie

Nie ma to jak w Sielance, gdzie można było podjeść i popić. Widać jednak, że mało kogo było na to stać, by biesiadować w knajpce.

A kiedy w Sielance były pustki, to i kelner nie miał co robić. Wychodził sobie na próg restauracji i wyglądał gości. A jeśli szef płacił mu “na godzinę”, to pan Ober z Sielanki miał sielankowe życie. “Żyć, nie umierać” – marzył sobie w taki dzień. Ale po dniu, przychodził wieczór i wtedy Sielanka, ani chybił, się zapełniała. A co to – przed wojną panowie nie lubili wypić sobie jednego kieliszka wódki, bądź wina i zjeść smacznej kolacji? Nie stronili oni też od spędzenia wieczoru z wybranką serca w ulubionej Sielance. I wtedy kelner wolałby pracę opłacaną od utargu, nie “na godziny”. Tyle tylko, że zabiegany i upocony, w oparach dymu tytoniowego i zapachu alkoholu, nie mógłby spędzać sielankowego życia u wrót Sielanki.

Tak to w życiu bywa: coś za coś: żeby zarobić, trzeba się narobić. Albo nic nie robić i nic nie mieć!

Drogi Józku!

by on October 21, 2010
in sharing, stories

Autorem pracy jest Tomasz Dawid Bocheń, uczeń klasy Vc w Szkole Podstawowej nr 1 w Białymstoku
Kategoria: nagroda główna

Białystok, dn. 20.09.2010r.

Pozdrawiam Cię przyjacielu mój ze szkolnej ławy i cieszę sę bardzo, że mnie odnalazłeś po tylu latach. Dziękuję Ci za list i wszystkie zdjęcia przesłane. Ten pan Bronek fotograf tak dużo nam wtedy ich zrobił. Teraz możemy wspominać dawne czasy i dzieciństwo nasze.

Pamiętasz Józiu szkołę naszą i panią? Jaka ta pani Jadzia dobra i miła była. Często nas na wyciwczki zabierała. Gdy w maju 1938r. do Zwierzyńca szliśmy, wtedy cały Białystok nam pokazqła, a pan Augustis zdjęcia nam zrobił. Klasy naszej i pani naszej, gdy na płocie stała, jak zwykle uśmiechnięta. Pamiętasz, pani Jadzia o Poli Negri nam opowiadała. Premiera filmu z jej udziałem w Białymstoku była, w kinie “Nowy Świat”.

Aktorka w hotelu Ritz wiele nocy spała. Hotel był wspaniały, ale po wojnie go zburzyli. Przyjedziesz do Polski, to sam zobaczysz, jak miasto się zmieniło, ale piękne jest i teraz. Tylko ludzie trochę inni, mniej weseli. Wciąż gdzieś pędzą i mało się śmieją.

Józiu drogi, a przekupkę Zosię z bazaru na Rynku Siennym pamiętasz, która nam zawsze jabłka dawała? Niedawno jej córkę z wnuczką widziałem. Wiesz Józiu, ta mała Karolinka tak samo jak jej prababka się uśmiechała.

Tyle wspomnień dzięki Tobie wróciło. w Zwierzyńcu często były pikniki. Dużo hamaków między drzewami tam wisiało. Na tych hamakach koleżanki odpoczywały. Pamiętasz, jak pani nam wtedy mówiła, że nad hamakami tymi ułani na koniach skakali, gdy tylko ładną dziewczynę sobie upatrzyli. Oni się chyba tak przed nimi popisywali.

I smutne czasy też pamiętam. Groźna choroba zabrała dzieci dużo. Ich rodzice i dziatkowie płakali. Pamiętam, że nas z domów wówczas nie wypuszczali. Wszyscy bardzo się bali.

Później przyszedł jeszcze gorszy strach, gdy wojna wybuchła. Wyjechałeś, mój drogi kolego do innego kraju, ja zostałem. Ostatni raz Cię wtedy widziałem.

Piszesz mi w liście kolego kochany, że przyjedziesz niedługo. Nie mogę się doczekać naszego spotkania. W parku, przy Kawelinie powspominamy wszystko. Mam jeszcze kapelusz ojca swego, od tego fabrykanta, który ich codziennie trzy tysiące sprzedawał. Poznasz mnie po nim na pewno.

P.S. Pozdrawiam Cię gorąco i twoją rodzinę.

Twój przyjaciel Tomasz

Wichura

by on October 21, 2010
in sharing, stories

Autorką tekstu jest Laura Jurčová, uczennica klasy IVb w Szkole Podstawowej nr 1 w Białymstoku
Kategoria: nagroda główna

Było śliczne popołudnie. Złociste słońce świeciło tak mocno. Na niebie nie było widać najmniejszej chmury.
Siostra zakonna w Szkole Dla Dziewczyn powiedziała, że wyjdą na spacer do parku. Dziewczynki więc wyszły. Słońce je oślepiało, było im ciepło.
Kiedy były w połowie drogi, na nos Józefiny spadły dwie kropelki wody. Inne dziewczęta też poczuły drobny deszczyk. Wiatr stawał się coraz silniejszy. Eleganckie sukienki dziewczynek po chwili były przemoczone. Białe chmurki stały się ciężkimi dużymi chmurami. Gdzieś niedaleko piorun trafił w drzewo. Hałas spadającej sosny tak przestraszył Józefinę, że przystała w miejscu i nie mogła ruszyć dalej. Wszystkie dziewczynki biegły na polecenie Siostry do szkoły. Żadna z nich nie zauważyła, że kogoś brakuje.
Kiedy były już przy szkole, Eufemia stwierdziła, że jej najlepsza przyjaciółka zniknęła. Niezauważalnie więc uciekła w poszukiwaniu Józi.
Biegła co sił w nogach, a nawet potknęła się i upadła na kolana lecz nie poddawała się. Wiatr szalał tak, że można go było nazwać wichurą.
Powietrze trochę się ociepliło, ale dziewczyna zgubiła drogę. Zabłądziła!
Pomyślała: “Gorzej już być nie może!” I wtedy zaszła zmiana – słońce wyszło zza chmur, które wystraszone odpłynęły w poszukiwaniu innego miejsca, gdzie mogłyby straszyć.
Eufemia usłyszała znajomy głos, który płakał. Zrobiła parę kroków i ujrzała… Józefinę!
W drodze powrotnej Józia, jeszcze płacząc, dziękowała przyjaciółce, że o niej nie zapomniała.
Zaniepokojona Siostra Zakonna nagniewała się na dziewczynki, ale kiedy usłyszała co się stało – była wdzięczna Eufemii.
Od wtedy dzieci zawsze patrzyły, czy kogoś nie brakuje, a Józefina i Eufemia nie rozstawały się prawie wcale.

by on September 30, 2010
in sharing, teachers

Anna, aged 26, a former GV student, passed away last Saturday after a long fight with brain tumour. In the beginning of 2007 Anna suffered from headaches, which led to the shocking diagnosis. Polish doctors refused to operate on her since the tumour was in a difficult location. Anna did not give up and herself found a hospital in Czech Republic and underwent a successful operation. She was fully healthy again. Unfortunately, her happiness did not last long. Last spring she had to be operated again, but the tumour was ruthless. The last days of her life she spent confined to bed since she was paralysed and, having given up hope, Anna passed away.

Rest in peace, Anna.

The Loneliness of the Long Distance Walker (4)

by on August 12, 2010
in teachers

I was really skeptical about the way some things were handled during the course but, in the end, I must say I benefited from it. Although there are still two days left I don’t think the list of my teaching hints will change dramatically. They may be truisms for you but this is what I found really useful.

Don’t be caterer but challenger.
Restriction is a powerful tool.
If you are bored with old things, turn them inside out or take them to extreme.
Literature generates creativity.
CLIL and TBT could be blended into projects.
Get moving images back to life through news and ads.
Silence, please.

The Loneliness of the Long Distance Walker (3)

by on August 10, 2010
in teachers

You come to the shore and what you see is mirrored in a sheet of water. The correspondence between the water and the world gives you the chance to compare the two. You won’t capture the images but getting into the water, and so getting wet might be an unforgettable awakening.
I think I know which way to go now…

The Loneliness of the Long Distance Walker (2)

by on August 6, 2010
in teachers

You keep telling yourself: a pack-rat intellect won’t make a good pilgrim of you. Isn’t it what we do? Don’t we try to sort out our thoughts so that the final meeting with the absolute could be more fruitful? Yes, we do, but we also could get lost in the act of preparation as we look for some kind of scaffolding to climb on and believe that all those medieval relics will help us keep walking: the scrap of St David’s cloak, the cheek bone of St Margaret’s face, St George’s liver, the fragment of St Thomas’ skull… A weir collection, isn’t it? Even if they are real, no one will let you put them in your own pocket. If they are meagre fakes, you’ve been fooled. What you sometimes need is your empty hands and pockets as well. Keep your eyes wide open because you never know when you can stumble upon something valuable. If it doesn’t belong to anybody… finders keepers…

The Loneliness of the Long Distance Walker (1)

by on August 4, 2010
in teachers

The above-mentioned title has nothing to do with the book by Alan Sillitoe… or maybe it has…

A pilgrim is the one who knows the place of destination whereas a tramp would never know where he will fall asleep next time. However, their walks of life are completely different. What is in common between the two is that they usually walk. The former would walk for he is a modest human, the latter would do the same as he lacks not only money.
While walking, you give yourself a great opportunity to scrutinize the surrounding. The details seem to be more distinct as what was blurred before in the rush of a day becomes a new spot of your interest.
It is entirely up to you whether you’ll take the advantage or not, whether you’ll become a pilgrim or a wanderer.
If you would like to start your pilgrimage, you have to get rid of things that are too heavy to carry with you. You have to make choice. Throwing something away might not necessarily be a waste.

« Previous PageNext Page »