Historie z sekretarzyka
Autorką pracy jest Kamila Makowiecka, uczennica Technikum Gastronomicznego
przy Zespole Szkół Gastronomicznych w Białymstoku
Wyróżnienie
– Babciu! Pokaż mi album ze zdjęciami. No ten, ten jak byłam taka jak ja! – z głębi korytarza dało się słyszeć ledwie namacalne prośby małej dziewczynki. Potem, cichy szelest, kroki. Otwieranie skrzypiących drzwiczek barku. Starsza kobieta trzymała w nim swoje pamiątki z lat młodości. Puste flakoniki po perfumach. Zatrzymane w pędzie czasu zegarki. Korale, szpile…
I albumy. Do jej ulubionych należał ten, z fotografiami Bolka.
– Ech, miał chłopak talent. W zwykłych czynnościach dnia codziennego potrafił odnaleźć piękno i sedno życia – przemknęło kobiecie przez myśl. Potem, usiadła wygodnie w fotelu. Obok, na oparciu usadowiła się jej ośmioletnia wnuczka.
Read more..
Niesforny Tropik
Autorką pracy jest Zuzanna Krawczyk, uczennica klasy Va
w Szkole Podstawowej nr 7 w Białymstoku
Wyróżnienie
Trzy piękne dziewczęta. Ania, Beata i Dorota. Wracają z obchodów 3 maja. Wystrojone, roześmiane. Pięknie wyglądała parada. Żołnierze na koniach, tłumy ludzi. Koleżanki wracają razem, śmieją się. Za nimi rodzice. Nie zdają sobie sprawy z tego, że za parę miesięcy rozpocznie się kolejna wojna. Mijają dorożki. Nagle Dorocie przypomina się historia, którą opowiedzieli jej rodzice. Historia sprzed dwóch lat:
“7 czerwca 1936r. dorożkarze ogłosili strajk. Stali przy swoich dorożkach, ale nikogo nie przewozili. Strajk trwał także przy ul. Lipowej. Tu gdzie się właśnie znajdujemy. Konie dotąd męczone całe dnie zastanawiały się co się dzieje. Większość jednak stała posłusznie. Tylko jeden, koń pana Tadeusza, nie. Tropik nie zrozumiał co ma robić. Zaczął biec. Trochę za szybko, bo uprząż się zerwała. Na nic były wołania pana Tadeusza by się zatrzymał. Ludzie patrzyli na Tropika jak na dziwowisko. Kto by pomyślał! Wypuszczać konia na ulicę! Wielu ludziom nie podobało się to, lecz żaden nie zrobił nic, by koń został uwiązany.
I tak Tropik biegał po polach, miastach i wsiach. Spotykał coraz więcej ludzi, którzy oglądali się na niego. Wodę czerpał z okolicznych stawów, jezior i rzek. Jadł trawę, siano (to przecież czerwiec). Długo może by tak biegał, lecz pan Tadeusz nie dawał za wygraną, szukał konia. Dwudziestego czerwca jego znajomy z Supraśla zobaczył Tropika biegającego po polach. Zawiadomił właściciela konia, który prędko wsiadł do bryczki i pojechał do Supraśla. Pan Marek (kolega właściciela zwierzaka) przytrzymał konia do przyjazdu znajomego. Wszystko skończyło się szczęśliwie, a pan Tadeusz więcej nie strajkował.” – zakończyła historię Dorota.
Listopad
Autorem pracy jest Paweł Jeremi Gryko,
uczeń klasy IIc w Katolickim Gimnazjum im. Matki Bożej Miłosierdzia w Białymstoku
Nagroda główna
Pierwszy, listopadowy śnieg pruszy z atramentowego nieba na drogę z ubitego żwiru, którą kroczy kondukt żałobny. Na jego czele znajduje się maleńka trumienka, niesiona przez dwóch grabarzy. Spoczywa w niej Klara, twoja młodsza siostra. Nigdy nie powiedziałaś jej, jak bardzo ją kochasz. Czy zastanawiałaś się jak wyglądałoby teraz twoje życie, gdybyś mogła zmienić tamtą jedną chwilę… Może ona nadal by żyła…
Przekraczasz żelazną bramę cmentarza. Idziesz na samym końcu, bo nie możesz znieść widoku martwego ciała Klary. Jej usta już nigdy do ciebie nie przemówią, w jej oczach już nigdy nie zobaczysz radosnego błysku…
Read more..
Z pamiętnika Marysi
Autorką pracy jest Małgorzata Sierocka, uczennica klasy IV w Szkole Podstawowej nr 1
Wyróżnienie
Wtorek, 2 sierpnia 1938
Już drugi tydzień jestem u cioci Krysi i cioci Halinki w Białymstoku. Świetnie bawię się z ich dziećmi. Najbardziej lubię Lidkę i Lusię. Dzisiaj byłyśmy na spacerze w parku Branickich.
Idąc w kierunku stawu z praczkami spotkałyśmy wiewiórkę. Zaczęłyśmy ją częstować znalezionymi żołędziami. Najwidoczniej bardzo nas polubiła. Pozwalała nawet się pogłaskać. Po nakarmieniu zwierzątka udałyśmy się na pobliską ławeczkę, aby tak jak nasza ruda przyjaciółka, coś przekąsić. Każda z nas dostała drożdżówkę z rodzynkami i butelkę mleka. Kiedy popijałam bułeczkę mlekiem, Lidka zaczęła opowiadać śmieszne historyjki. Roześmiałam się głośno i niewiele brakowało bym się zakrztusiła. Butelka wypadła mi z rąk i poplamiłam swoją ulubioną sukienkę.
Pobiegłyśmy do stawu zaprać wielką plamę. Ale co to? Brakuje tu praczek!!! Szukałyśmy ich, ale zamiast rzeźb spotkałyśmy bardzo sympatycznego pana z wielkim aparatem w rękach. Mężczyzna nazywał się Bolesław Augustis. Ciocia Krysia od razu go polubiła. Pan Bolesław chętnie zrobił nam zdjęcie nad stawem bez praczek. Po długich namowach cioci zgodził się na wspólną kolację. Kolejne zdjęcie to portret cioci.
Niestety już pojutrze muszę wracać do swojego domu, do Krakowa. Mam nadzieję, że za rok znów będę mogła odwiedzić to miasto. Nie daje mi spokoju zniknięcie praczek. Muszę porozmawiać o tym z moim sąsiadem, który jest policjantem.
Historia pewnej przyjaźni
Autorką pracy jest Joanna Elżbieta Sierocka,
uczennica klasy VI w Szkole Podstawowej nr 1
Wyróżnienie
Zadzwonił szkolny dzwonek i wszyscy zaczęli tłoczyć się do wyjścia. Tosia i Basia natychmiast wybiegły ze szkoły i ruszyły do parku cieszyć się majowym słońcem. Usiadły na swojej ulubionej ławce koło psa, zajadając herbatniki. Oddychały głęboko wiosennym ciepłym powietrzem patrząc na mijających ich przechodniów. Nagle zauważyły Zosię. Karmiła małe stadko gruchających gołębi.
– Popatrz – jaka ona dziwna! Rozmawia z ptakami. A jaki ma połatany fartuszek. – powiedziała Basia.
– Jesteś niemiła! Przecież nawet jej nie znamy. Dopiero przed tygodniem się tu wprowadziła i nikogo tu nie zna – skarciła ją przyjaciółka. Pokruszyła swój herbatnik w dłoniach i podeszła do Zosi.
– Czy mogę dać im herbatnika? – spytała miło dziewczynka. Zosia popatrzyła na nią ze zdziwieniem. Łagodne rysy twarzy idealnie podkreślały jej orzechowe oczy. Mimo prostoty jej ubrania dziewczynka wyglądała ślicznie.
– Proszę! – z radością wzięła na ręce jednego gołąbka i kazała wystawić Tosi rękę. Gołąbek wcale się jej nie bał, tylko zjadł ze smakiem z ręki dziewczynki. Jego szare piórka skrzyły się w słońcu. Podeszła do nich Basia i również dała gołębiom okruszki.
To Zygmunt, Danusia, Władek, czarny Piotruś, a ten biały to Bolek – mówiła wesoło Zosia. Potem opowiedziała im o tym jak przeprowadziła się tu ze wsi, o swoich gołębiach, które tam zostały i o tym jak bez nich czuje się tu samotna. Dziewczynki od razu się polubiły. Co dzień po szkole razem przychodziły dokarmiać swoje stadko. Od tego czasu zostały przyjaciółkami.
Przyjaciele
Autorem pracy jest Damian Toczydłowski, uczeń klasy VIa w Szkole Podstawowej nr 1
Wyróżnienie
W małej wsi pod Białymstokiem mieszkało trzech przyjaciół: Waldek, Kazik i Józef. Chłopcy byli jak bracia. Józek i Kazik pochodzili z dużych rodzin, Waldek miał tylko siostrę. Rodziny chłopców były biedne.
Waldek w wieku dziesięciu lat stracił mamę. Ojciec chłopca nie radził sobie z problemami, zaczął pić, zostawiał dzieci same na noc. Starszy brat musiał opiekować się siostrą, spadło na niego wiele obowiązków, jednak nie był sam. Przyjaciele cały czas mu pomagali, przynosili jedzenie, gdy ojca nie było, dawali drewno na opał.
Rok po śmierci mamy tata otrząsnął się, zrozumiał, że swoim zachowaniem krzywdzi dzieci. Przestał pić, zaczął opiekować się Waldkiem i Krysią. W końcu rodzeństwo mogło normalnie żyć. Przyjaźń kolegów nadal trwała, teraz mieli więcej czasu dla siebie, wspólnie się bawili, wszystko robili razem.
Kiedy chłopiec miał piętnaście lat ojciec poznał cudowną i opiekuńczą kobietę. Ożenił się z nią. Niedługo po ślubie macocha okazała się potworem. Bardzo źle traktowała rodzeństwo, robiła awantury, czepiała się o wszystko. Los w ogóle nie oszczędzał dzieci, cały czas rzucał im kłody pod nogi. Mając zaledwie szesnaście lat Waldek i jego siostra zostali sierotami – ojciec zmarł na zawał. Nastolatek załamał się, nie wiedział kto zaopiekuje się nim i siostrą. Józek i Kazik nie odstępowali przyjaciela na krok, całymi dniami siedzieli w swoim ulubionym miejscu nad rzeką i wspierali go.
Kilka dni po tym wydarzeniu macocha wyrzuciła ich z domu. Rodzeństwo wyjechało do ciotki, która sama mieszkała w Warszawie. Rozstanie przyjaciół było bardzo trudne, bo zawsze byli razem. Ciocia przyjęła ich ciepło, niczego im nie brakowało. Waldek skończył studia. Mężczyzna często wysyłał listy do przyjaciół, jednak bez odpowiedzi.
Pewnych wakacji Waldek postanowił odwiedzić Białystok. Zamyślony przechodząc ulicami wpadł na kogoś, gdy podniósł wzrok rozpoznał Józka. Skakali, śmiali i ściskali się z radości. Pobiegli po Kazika. Okazało się, że we wsi wybuchł pożar, rodziny wyprowadziły się stamtąd, dlatego listy do nich nie docierały. Po wielu latach, gdy znów mogli się widywać, codziennie spędzali czas siedząc w trawie nad rzeką i długo rozmawiając.
