Z ukosa
Praca Zuzanny Gil, uczennicy klasy II w I Liceum Ogólnokształcącym
Nagroda główna
Krystyna miała 9 lat i była poważną młodą kobietą. Razem z ciotką Zośką szły wąską uliczką skąpaną w strugach jesiennego deszczu, próbując osłonić się przed kroplami połamaną przez wiatr parasolką. Zimno już dawno przeniknęło ich płaszcze, a starannie uplecione warkocze Krystyny napuszyły się pod wpływem wszechogarniającej wilgoci. Dziewczynka jednym uchem wpuszczała informacje przekazywane jej przez ciotkę Zośkę, a drugim wypuszczała je na przykryty kałużami nierówny bruk. Bo u nas to taka Syberia Krysiu, wiuga od rana do wieczora, módl się Krysiu do Bozi żeby cioci korzonek nie przewiało, teraz kupić jaką dobrą maść to sztuka, wszędzie barachło, nic nie pomaga, a u tych Żydków to ostatnio same trucizny Krysiu, a bo oni w ogóle to dzieci pewnie w nocy kradną, pamiętaj Krysiu, nie kupuj u Żydków bo są odrażający i brudni i źli.
Zimny bruk dość chłodno przyjął litanię ciotki Zośki, a Krystyna wzruszyła ramionami. Masza, z którą zazwyczaj bawiła się w sklep raczej nie była zła, bo nigdy nie oszukiwała, gdy dostawała rolę sprzedawczyni, i pachniała całkiem ładnie. Jej tatuś, który miał dziwne włosy, zawsze dawał Krystynie słodkie cukierki, też pachniał ładnie. Na pewno lepiej niż ciotka Zośka w swoim starym płaszczu, który kojarzył się dziewczynce z popielniczką. Nie wspomniała o tym jednak swojej krewnej, wiedząc, że w końcu to i tak ciotka będzie miała rację.
Ciotka tymczasem kontynuowała swój wywód, wspominając niezliczoną ilość miejsc i nazwisk. Bo tamta farmacja o tam, o, to była dobra, no ale ten Epelbaum ją wygryzł, i teraz właściciele to kury po podwórku ganiają, a ten Epelbaum, zamknął teraz ten szwindel, na pewno to oszust, bo ta maść od niego to jakaś strasznie tłusta, na pewno z tych biednych zwierząt co zarzynają co środę, ale Krystyna wiedziała, że tak naprawdę to nie była środa, tylko czwartek bardzo wcześnie rano. Tatuś Maszy był rzeźnikiem i pracował ciężko cały czwartek, żeby nic nie robić w piątek. Krysi podobało się Nie Robienie Niczego w piątek, bo ciotka Zośka właśnie wtedy przeżywała rozkwit prac domowych: mycie podłóg, okien, wyżymanie, krochmalenie, gotowanie, a we wszystkim pomagała jej Krystyna z mamą. Co prawda można było odpocząć w niedzielę, ale to wciąż nie było Nie Robienie Niczego, tak jak te leniwe Żydki, nawet światła nie raczą zapalić, ale płacić innym to proszę bardzo!
Ciotka Zośka przystanęła przed jednym ze sklepów w uliczce, ze zmrużonymi oczami przyglądając się witrynie. Była skromnie urządzona, na wieszaku wisiała czarny kostium, a obok widać było uwijającą się jak w ukropie krawcową, przesuwającą centymetrem po luźnym zwoju niebieskiej tkaniny z niebywałą prędkością, by uciąć ją metalowymi nożycami. Na pytanie o trudność owej pracy ciotka Zośka rezolutnie stwierdziła, że skoro stara Nowakowa może, to Krysia też by potrafiła, bo to takie zdolne i mądre dziecko, nawet do szkoły chodzi i czytać umie, no, może jeszcze na głos składa litery, i wolno jej to idzie, ale przynajmniej czytać umie, nie tak jak ta Maszka z kamienicy, co to ani po swojemu, ani po tutejszemu nic nie przeczyta, a do szkoły pójść by mogła, bo dzieci Żydków też mogą, chociaż i tak są odrażające i brudne i złe. Kobieta poszła dalej, a Krysia musiała podbiec, żeby ją dogonić. Niezamierzenie wskoczyła w sam środek głębokiej (do jej kostek) kałuży, rozchlapując mętną wodę na nogawki przechodzących obok ludzi. Niektórzy popatrzyli się na nią z ukosa, ale większość pomaszerowała dalej swoją wcześniej wyznaczoną ścieżką, nie dostrzegając kilku kolejnych zabrudzeń. Najbardziej z ukosa patrzyła jednak ciotka Zośka (może dlatego, że stała najdalej, pomyślała Krysia) i udzieliła swojej siostrzenicy ostrej reprymendy za zamoczenie prawie nowych trzewików.
W mokrych płaszczach i podmokłych butach para dotarła pod ratusz, gdzie zgromadzonych było parę nielicznych kramów. Ciotka cmoknęła cicho i rozpoczęła monolog, w którym Dmowski ma rację, podkreślając go od czasu do czasu machnięciem popsutym parasolem. Kiedy w końcu doszły do Tryllinga, ciotka Zośka zapowiedziała kupno dwóch kompletów pościeli i Krysia pomoże w niesieniu, ale niech poczeka na zewnątrz, bo już tak nie pada. Krysia więc czekała. Czekała i dla umilenia czasu składała na głos literki z czarno-białej nalepki na drzwiach. Boj-kot-uj lo-ka-le ży-do-wskie. Nie wiedziała, co oznacza bojkotuj (może chodziło o koty?), lecz wiedziała jedno.
Ciocia Zośka weszła do sklepu Żydków, którzy są odrażający i brudni i źli. Muszą robić porządną pościel.
