Sielanka
Autorem pracy jest Maciej Łapuć, uczeń klasy Vb w Szkole Podstawowej nr 1 w Białymstoku
Wyróżnienie
Nie ma to jak w Sielance, gdzie można było podjeść i popić. Widać jednak, że mało kogo było na to stać, by biesiadować w knajpce.
A kiedy w Sielance były pustki, to i kelner nie miał co robić. Wychodził sobie na próg restauracji i wyglądał gości. A jeśli szef płacił mu “na godzinę”, to pan Ober z Sielanki miał sielankowe życie. “Żyć, nie umierać” – marzył sobie w taki dzień. Ale po dniu, przychodził wieczór i wtedy Sielanka, ani chybił, się zapełniała. A co to – przed wojną panowie nie lubili wypić sobie jednego kieliszka wódki, bądź wina i zjeść smacznej kolacji? Nie stronili oni też od spędzenia wieczoru z wybranką serca w ulubionej Sielance. I wtedy kelner wolałby pracę opłacaną od utargu, nie “na godziny”. Tyle tylko, że zabiegany i upocony, w oparach dymu tytoniowego i zapachu alkoholu, nie mógłby spędzać sielankowego życia u wrót Sielanki.
Tak to w życiu bywa: coś za coś: żeby zarobić, trzeba się narobić. Albo nic nie robić i nic nie mieć!
