Wichura
Autorką tekstu jest Laura Jurčová, uczennica klasy IVb w Szkole Podstawowej nr 1 w Białymstoku
Kategoria: nagroda główna
Było śliczne popołudnie. Złociste słońce świeciło tak mocno. Na niebie nie było widać najmniejszej chmury.
Siostra zakonna w Szkole Dla Dziewczyn powiedziała, że wyjdą na spacer do parku. Dziewczynki więc wyszły. Słońce je oślepiało, było im ciepło.
Kiedy były w połowie drogi, na nos Józefiny spadły dwie kropelki wody. Inne dziewczęta też poczuły drobny deszczyk. Wiatr stawał się coraz silniejszy. Eleganckie sukienki dziewczynek po chwili były przemoczone. Białe chmurki stały się ciężkimi dużymi chmurami. Gdzieś niedaleko piorun trafił w drzewo. Hałas spadającej sosny tak przestraszył Józefinę, że przystała w miejscu i nie mogła ruszyć dalej. Wszystkie dziewczynki biegły na polecenie Siostry do szkoły. Żadna z nich nie zauważyła, że kogoś brakuje.
Kiedy były już przy szkole, Eufemia stwierdziła, że jej najlepsza przyjaciółka zniknęła. Niezauważalnie więc uciekła w poszukiwaniu Józi.
Biegła co sił w nogach, a nawet potknęła się i upadła na kolana lecz nie poddawała się. Wiatr szalał tak, że można go było nazwać wichurą.
Powietrze trochę się ociepliło, ale dziewczyna zgubiła drogę. Zabłądziła!
Pomyślała: “Gorzej już być nie może!” I wtedy zaszła zmiana – słońce wyszło zza chmur, które wystraszone odpłynęły w poszukiwaniu innego miejsca, gdzie mogłyby straszyć.
Eufemia usłyszała znajomy głos, który płakał. Zrobiła parę kroków i ujrzała… Józefinę!
W drodze powrotnej Józia, jeszcze płacząc, dziękowała przyjaciółce, że o niej nie zapomniała.
Zaniepokojona Siostra Zakonna nagniewała się na dziewczynki, ale kiedy usłyszała co się stało – była wdzięczna Eufemii.
Od wtedy dzieci zawsze patrzyły, czy kogoś nie brakuje, a Józefina i Eufemia nie rozstawały się prawie wcale.
