Happy Easter

by on April 23, 2011
in sharing, teachers

Happy Easter
To those happy
To those sad
To those who will spend it in a bigger bunch this year,
To those who will miss someone,
To those here
And to those abroad :)
To you all :)

B.

The day after Epiphany

by on January 7, 2011
in teachers

Letter from Egypt by Moira Andrew

Dear Miriam,
Just a line
to let you know how things
are with us & of course to
thank you (&your good man)
for all you did for us – &
at your busiest time too
what with the census &
everything. I was quite
exahusted & the baby was
beginning to make himself
felt. If it hadn’t been
for your help that night
my baby might have died.

Good of you
to put up with all our
visitors – who’d have
thought, six scruffy
shepherds up & leaving
their sheep like that?
& didn’t they ever smell?
Still they were good-
hearted & they meant well.
I hope they brought some
extra trade to the inn.
They looked in need of
a hot drink & a meal.

& what about
those Kings, Miriam? Kneeling
there in their rich robes
& all? & me in nothing but
my old blue dress! Joseph
said not to worry, it was
Jesus they’d come to see.
Real gentlemen they were.
But what funny things to
give a baby – gold & myrrh
& frankincense. That’s men
all over! It wouldn’t cross
their minds to bring a shawl!

Sorry we left
so suddenly. No time for
good-byes with King Herod on
the warpath! We had to take
the long way home & I’m so
tired of looking at sand!
Joseph has picked up a few jobs
mending things & that so
we’re managing quite well.
Jesus grows bonnier every
day & thrives on this way
of life, but I can’t wait
to see Nazareth again.

Love to all
at the inn.

Mary

Historie z sekretarzyka

by on November 12, 2010
in students

Autorką pracy jest Kamila Makowiecka, uczennica Technikum Gastronomicznego
przy Zespole Szkół Gastronomicznych w Białymstoku

Wyróżnienie

– Babciu! Pokaż mi album ze zdjęciami. No ten, ten jak byłam taka jak ja! – z głębi korytarza dało się słyszeć ledwie namacalne prośby małej dziewczynki. Potem, cichy szelest, kroki. Otwieranie skrzypiących drzwiczek barku. Starsza kobieta trzymała w nim swoje pamiątki z lat młodości. Puste flakoniki po perfumach. Zatrzymane w pędzie czasu zegarki. Korale, szpile…
I albumy. Do jej ulubionych należał ten, z fotografiami Bolka.

– Ech, miał chłopak talent. W zwykłych czynnościach dnia codziennego potrafił odnaleźć piękno i sedno życia – przemknęło kobiecie przez myśl. Potem, usiadła wygodnie w fotelu. Obok, na oparciu usadowiła się jej ośmioletnia wnuczka.
Read more..

Niesforny Tropik

by on November 8, 2010
in students

Autorką pracy jest Zuzanna Krawczyk, uczennica klasy Va
w Szkole Podstawowej nr 7 w Białymstoku

Wyróżnienie

Trzy piękne dziewczęta. Ania, Beata i Dorota. Wracają z obchodów 3 maja. Wystrojone, roześmiane. Pięknie wyglądała parada. Żołnierze na koniach, tłumy ludzi. Koleżanki wracają razem, śmieją się. Za nimi rodzice. Nie zdają sobie sprawy z tego, że za parę miesięcy rozpocznie się kolejna wojna. Mijają dorożki. Nagle Dorocie przypomina się historia, którą opowiedzieli jej rodzice. Historia sprzed dwóch lat:

“7 czerwca 1936r. dorożkarze ogłosili strajk. Stali przy swoich dorożkach, ale nikogo nie przewozili. Strajk trwał także przy ul. Lipowej. Tu gdzie się właśnie znajdujemy. Konie dotąd męczone całe dnie zastanawiały się co się dzieje. Większość jednak stała posłusznie. Tylko jeden, koń pana Tadeusza, nie. Tropik nie zrozumiał co ma robić. Zaczął biec. Trochę za szybko, bo uprząż się zerwała. Na nic były wołania pana Tadeusza by się zatrzymał. Ludzie patrzyli na Tropika jak na dziwowisko. Kto by pomyślał! Wypuszczać konia na ulicę! Wielu ludziom nie podobało się to, lecz żaden nie zrobił nic, by koń został uwiązany.

I tak Tropik biegał po polach, miastach i wsiach. Spotykał coraz więcej ludzi, którzy oglądali się na niego. Wodę czerpał z okolicznych stawów, jezior i rzek. Jadł trawę, siano (to przecież czerwiec). Długo może by tak biegał, lecz pan Tadeusz nie dawał za wygraną, szukał konia. Dwudziestego czerwca jego znajomy z Supraśla zobaczył Tropika biegającego po polach. Zawiadomił właściciela konia, który prędko wsiadł do bryczki i pojechał do Supraśla. Pan Marek (kolega właściciela zwierzaka) przytrzymał konia do przyjazdu znajomego. Wszystko skończyło się szczęśliwie, a pan Tadeusz więcej nie strajkował.” – zakończyła historię Dorota.

Listopad

by on November 5, 2010
in sharing, stories

Autorem pracy jest Paweł Jeremi Gryko,
uczeń klasy IIc w Katolickim Gimnazjum im. Matki Bożej Miłosierdzia w Białymstoku

Nagroda główna

Pierwszy, listopadowy śnieg pruszy z atramentowego nieba na drogę z ubitego żwiru, którą kroczy kondukt żałobny. Na jego czele znajduje się maleńka trumienka, niesiona przez dwóch grabarzy. Spoczywa w niej Klara, twoja młodsza siostra. Nigdy nie powiedziałaś jej, jak bardzo ją kochasz. Czy zastanawiałaś się jak wyglądałoby teraz twoje życie, gdybyś mogła zmienić tamtą jedną chwilę… Może ona nadal by żyła…

Przekraczasz żelazną bramę cmentarza. Idziesz na samym końcu, bo nie możesz znieść widoku martwego ciała Klary. Jej usta już nigdy do ciebie nie przemówią, w jej oczach już nigdy nie zobaczysz radosnego błysku…
Read more..

Z pamiętnika Marysi

by on November 4, 2010
in sharing, stories

Autorką pracy jest Małgorzata Sierocka, uczennica klasy IV w Szkole Podstawowej nr 1
Wyróżnienie

Wtorek, 2 sierpnia 1938
Już drugi tydzień jestem u cioci Krysi i cioci Halinki w Białymstoku. Świetnie bawię się z ich dziećmi. Najbardziej lubię Lidkę i Lusię. Dzisiaj byłyśmy na spacerze w parku Branickich.

Idąc w kierunku stawu z praczkami spotkałyśmy wiewiórkę. Zaczęłyśmy ją częstować znalezionymi żołędziami. Najwidoczniej bardzo nas polubiła. Pozwalała nawet się pogłaskać. Po nakarmieniu zwierzątka udałyśmy się na pobliską ławeczkę, aby tak jak nasza ruda przyjaciółka, coś przekąsić. Każda z nas dostała drożdżówkę z rodzynkami i butelkę mleka. Kiedy popijałam bułeczkę mlekiem, Lidka zaczęła opowiadać śmieszne historyjki. Roześmiałam się głośno i niewiele brakowało bym się zakrztusiła. Butelka wypadła mi z rąk i poplamiłam swoją ulubioną sukienkę.

Pobiegłyśmy do stawu zaprać wielką plamę. Ale co to? Brakuje tu praczek!!! Szukałyśmy ich, ale zamiast rzeźb spotkałyśmy bardzo sympatycznego pana z wielkim aparatem w rękach. Mężczyzna nazywał się Bolesław Augustis. Ciocia Krysia od razu go polubiła. Pan Bolesław chętnie zrobił nam zdjęcie nad stawem bez praczek. Po długich namowach cioci zgodził się na wspólną kolację. Kolejne zdjęcie to portret cioci.

Niestety już pojutrze muszę wracać do swojego domu, do Krakowa. Mam nadzieję, że za rok znów będę mogła odwiedzić to miasto. Nie daje mi spokoju zniknięcie praczek. Muszę porozmawiać o tym z moim sąsiadem, który jest policjantem.

Historia pewnej przyjaźni

by on November 3, 2010
in sharing, stories

Autorką pracy jest Joanna Elżbieta Sierocka,
uczennica klasy VI w Szkole Podstawowej nr 1

Wyróżnienie

Zadzwonił szkolny dzwonek i wszyscy zaczęli tłoczyć się do wyjścia. Tosia i Basia natychmiast wybiegły ze szkoły i ruszyły do parku cieszyć się majowym słońcem. Usiadły na swojej ulubionej ławce koło psa, zajadając herbatniki. Oddychały głęboko wiosennym ciepłym powietrzem patrząc na mijających ich przechodniów. Nagle zauważyły Zosię. Karmiła małe stadko gruchających gołębi.

– Popatrz – jaka ona dziwna! Rozmawia z ptakami. A jaki ma połatany fartuszek. – powiedziała Basia.

– Jesteś niemiła! Przecież nawet jej nie znamy. Dopiero przed tygodniem się tu wprowadziła i nikogo tu nie zna – skarciła ją przyjaciółka. Pokruszyła swój herbatnik w dłoniach i podeszła do Zosi.

– Czy mogę dać im herbatnika? – spytała miło dziewczynka. Zosia popatrzyła na nią ze zdziwieniem. Łagodne rysy twarzy idealnie podkreślały jej orzechowe oczy. Mimo prostoty jej ubrania dziewczynka wyglądała ślicznie.

– Proszę! – z radością wzięła na ręce jednego gołąbka i kazała wystawić Tosi rękę. Gołąbek wcale się jej nie bał, tylko zjadł ze smakiem z ręki dziewczynki. Jego szare piórka skrzyły się w słońcu. Podeszła do nich Basia i również dała gołębiom okruszki.

To Zygmunt, Danusia, Władek, czarny Piotruś, a ten biały to Bolek – mówiła wesoło Zosia. Potem opowiedziała im o tym jak przeprowadziła się tu ze wsi, o swoich gołębiach, które tam zostały i o tym jak bez nich czuje się tu samotna. Dziewczynki od razu się polubiły. Co dzień po szkole razem przychodziły dokarmiać swoje stadko. Od tego czasu zostały przyjaciółkami.

Przyjaciele

by on November 2, 2010
in sharing, stories

Autorem pracy jest Damian Toczydłowski, uczeń klasy VIa w Szkole Podstawowej nr 1
Wyróżnienie

W małej wsi pod Białymstokiem mieszkało trzech przyjaciół: Waldek, Kazik i Józef. Chłopcy byli jak bracia. Józek i Kazik pochodzili z dużych rodzin, Waldek miał tylko siostrę. Rodziny chłopców były biedne.

Waldek w wieku dziesięciu lat stracił mamę. Ojciec chłopca nie radził sobie z problemami, zaczął pić, zostawiał dzieci same na noc. Starszy brat musiał opiekować się siostrą, spadło na niego wiele obowiązków, jednak nie był sam. Przyjaciele cały czas mu pomagali, przynosili jedzenie, gdy ojca nie było, dawali drewno na opał.

Rok po śmierci mamy tata otrząsnął się, zrozumiał, że swoim zachowaniem krzywdzi dzieci. Przestał pić, zaczął opiekować się Waldkiem i Krysią. W końcu rodzeństwo mogło normalnie żyć. Przyjaźń kolegów nadal trwała, teraz mieli więcej czasu dla siebie, wspólnie się bawili, wszystko robili razem.

Kiedy chłopiec miał piętnaście lat ojciec poznał cudowną i opiekuńczą kobietę. Ożenił się z nią. Niedługo po ślubie macocha okazała się potworem. Bardzo źle traktowała rodzeństwo, robiła awantury, czepiała się o wszystko. Los w ogóle nie oszczędzał dzieci, cały czas rzucał im kłody pod nogi. Mając zaledwie szesnaście lat Waldek i jego siostra zostali sierotami – ojciec zmarł na zawał. Nastolatek załamał się, nie wiedział kto zaopiekuje się nim i siostrą. Józek i Kazik nie odstępowali przyjaciela na krok, całymi dniami siedzieli w swoim ulubionym miejscu nad rzeką i wspierali go.

Kilka dni po tym wydarzeniu macocha wyrzuciła ich z domu. Rodzeństwo wyjechało do ciotki, która sama mieszkała w Warszawie. Rozstanie przyjaciół było bardzo trudne, bo zawsze byli razem. Ciocia przyjęła ich ciepło, niczego im nie brakowało. Waldek skończył studia. Mężczyzna często wysyłał listy do przyjaciół, jednak bez odpowiedzi.

Pewnych wakacji Waldek postanowił odwiedzić Białystok. Zamyślony przechodząc ulicami wpadł na kogoś, gdy podniósł wzrok rozpoznał Józka. Skakali, śmiali i ściskali się z radości. Pobiegli po Kazika. Okazało się, że we wsi wybuchł pożar, rodziny wyprowadziły się stamtąd, dlatego listy do nich nie docierały. Po wielu latach, gdy znów mogli się widywać, codziennie spędzali czas siedząc w trawie nad rzeką i długo rozmawiając.

Na starej fotografii…

by on October 29, 2010
in sharing, stories

Autorką pracy jest Iga Cemer, uczennica klasy V w Szkole Podstawowej Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny im. Bł. Bolesławy Lament w Białymstoku
Nagroda główna

Pewnego razu była sobie kobieta imieniem Cecylia. Uwielbiała swoją urodę, toteż bardzo o nią dbała. Często odwiedzała salon piękności  N.BABIKIER.
     

Pewnego słonecznego popołudnia wybrała się tam z wizytą. Niestety, musiała pokonać błoto i kałuże, gdyż wcześniej padał deszcz. Mimo to dotarła na miejsce. Już miała zapukać do drzwi, gdy podszedł do niej pewien mężczyzna i zrobił zdjęcie.


Cecylia nie była zdziwiona, często widywała tego pana z aparatem fotograficznym na ulicach Białegostoku. Na chwilę zatrzymała na nim wzrok. Mężczyzna uśmiechnął się, odwrócił i zniknął w sąsiedniej uliczce. Cecylia zamyślona weszła do zakładu i przywitała się z właścicielem, po czym wręczyła bukiet kwiatów jednemu z pracowników, który zaczął się dopytywać:

– Z jakiej to okazji?

– Z żadnej, po prostu zrobił mi pan śliczną fryzurę!

– Dziękuję!       

Cecylia wyszła z salonu i szybko zaczęła biec do domu. Nie zdążyła jednak przegonić deszczu i jej fryzura zniszczyła się, a że dla niej najbardziej liczył się wygląd, postanowiła wrócić do zakładu. Los chciał inaczej…

Gdy kobieta stanęła centralnie przed drzwiami, zauważyła schody, których nigdy dotąd nie spostrzegła. Bardzo chciała wiedzieć, dokąd prowadzą, więc nie zważając na ulewę, pobiegła na górę. Ku swemu zdziwieniu ujrzała tylko zwykłe trzy tabliczki:

1. Kosmetyczka

2. Sklep odzieżowy 

3. Restauracja 
 
– Spróbuję wszystkiego po kolei!!! – pomyślała Cecylia.
     

Najpierw zadzwoniła pod numer 1 i otworzyły się drzwi do kosmetyczki. Było tam pięknie: przy różowej ścianie stał wielki blat z różnymi kosmetykami, nad którymi wisiało gigantyczne lustro w purpurowej ramie, a różowe krzesełka tylko czekały, aż ktoś na nich usiądzie. Cecylii to wszystko bardzo się spodobało i postanowiła skorzystać z usług proponowanych w tym pokoju.

– Halo! Jest tu kto?- spytała.

– Tutaj! W czym mogę pomóc?

– Chciałam zapytać, czy zrobi mnie pani na bóstwo?

– Oczywiście! Proszę siadać!

– Świetnie!     

Po godzinie Cecylia zobaczyła swoje odbicie w lustrze i krzyknęła przerażenia:

– Co pani ze mną zrobiła?!

Kobiety już jednak nigdzie nie było:

– Dziwne, dziwne… jednak pozory mylą! – pomyślała,  po czym weszła do sklepu z ubraniami.


Było tam cudnie! Nawet lepiej niż w salonie piękności: na fioletowych ścianach wisiały wieszaki z masą świetnych ubrań, a na dodatek wszystkie przymierzalnie były puste, więc uradowana Cecylia szybko sięgnęła po sztruksowe rybaczki. Włożyła je i natychmiast poczuła swędzenie na całym ciele:

– To samo! Niby pięknie, a tu proszę!- rozczarowała się i otworzyła drzwi prowadzące do restauracji.


Niestety, tam było strasznie: wszędzie biegały myszy, nad głową wisiały pajęczyny! Jedynie wspaniały zapach przyciągał Cecylię do tego miejsca.
– Przepraszam, czy mogłabym skosztować tego dania, które tak pięknie pachnie? – krzyknęła.

– Oczywiście! Proszę, tu jest! – rozległ się głos jednego z kelnerów.

– Dziękuję!
    

Po kilku minutach Cecylia zapłaciła rachunek, a wychodząc z restauracji, powiedziała z uznaniem:
– To wyśmienita potrawa! Nigdy w życiu nie jadłam lepszej! Do widzenia!

– Do widzenia.
    

Po zejściu na dół kobieta opowiedziała o wszystkim pracownikom zakładu damskiego, a oni  jak jeden mąż odrzekli:

– Nigdy nie oceniaj książki po okładce!

Stara pożółkła fotografia

by on October 28, 2010
in sharing, stories

Autorką pracy jest Urszula Jabłońska, uczennica klasy VI w Szkole Podstawowej nr 1
Wyróżnienie

Był pochmurny deszczowy dzień. Ulice opustoszały. Tu i ówdzie widać było ociekające wodą parasole. Ludzie chronili się w domach. Krople deszczu spływały po oknach starej białostockiej kamienicy.

Babcia Teresa skończyła właśnie gotować obiad. Wnuki grzecznie bawiły się w pobliżu kuchni. Babcia korzystając z wolnej chwili usiadła na skrzypiącej wersalce i otworzyła stary album. Przeglądając zdjęcia rozmyślała o przeszłości. Nagle jej wzrok zatrzymał się na zniszczonej fotografii. W tym momencie podeszły dzieci. Przylgnęły do ramion babci. Chciały koniecznie wiedzieć, kto widnieje na zdjęciu.

– To ja z dziadkiem – uśmiechnęła się babcia – byliśmy wtedy młodzi i pełni sił.
Szkraby nie dowierzały. Kobieta przymknęła oczy.

– Działo się to czterdzieści lat temu – zaczęła opowieść babcia – Byliśmy narzeczeństwem. Jurek – czyli wasz dziadek – zaprosił mnie na spacer po Plantach. Tworzyliśmy piękną parę. Zakochani nie widzieliśmy nikogo wokół siebie. Nagle oślepił nas blask fleszu. Przypadkiem zasłoniliśmy “Praczki”, które fotografował turysta. Zamiast rzeźby uchwycił nas – trzymających się za ręce. Poprosiliśmy nieznajomego o wywołanie zdjęcia. Wymieniliśmy się adresami.

Po paru dniach nadszedł oczekiwany list. W kopercie widniała fotografia – właśnie ta fotografia…

Jutro jest rocznica naszego ślubu. Chciałabym ponownie spacerować alejkami parku u boku waszego dziadka. Niestety, świat pędzi do przodu. Życie ucieka, a my coraz mniej czasu mamy dla siebie. Babcia posmutniała. Zamknęła album i poszła do kuchni. Wrócił dziadek – był głodny.

Następnego dnia wyjrzało słońce. Ciepłe promienie wpadały przez okna starej białostockiej kamienicy. Babcia obudziła się później niż zwykle. Pospiesznie udała się do kuchni. Przystanęła w drzwiach. Nie wierzyła własnym oczom. Ujrzała pięknie nakryty stół. Zapach śniadania pieścił jej nozdrza. Obok zobaczyła mężczyznę ubranego w czarny garnitur. Wspólny posiłek był początkiem wspaniałego dnia. Dziadek zaprosił babcię na spacer do parku. To miejsce przywoływało wiele wspomnień.

Zbliżając się do “Praczek” – niespodziewanie zza krzaków wyskoczyły wnuki i zrobiły dziadkom piękne zdjęcie – tak się przynajmniej wydawało.
Odtąd – w albumie – obok starej pożółkłej fotografii widnieje kolorowe zdjęcie. Babcia spogląda na nie z uśmiechem. Na pierwszym planie królują “Praczki”. Dzieciom z przejęcia zadrżały ręce i sfotografowały rzeźbę zamiast ukochanych staruszków.

Next Page »